Ostatnia mila to ostatni etap dostawy, od lokalnej sortowni do klienta. Jest najkrótszy, a mimo to odpowiada nawet za połowę kosztów dostarczenia zamówienia. Z tego artykułu dowiesz się, czym jest ostatnia mila, co sprawia, że jest tak droga, i jak firmy kurierskie obniżają jej koszty.
Paczka jedzie z magazynu pod Poznaniem do Warszawy ponad 300 kilometrów. Potem zostaje jej już tylko kilka kilometrów z lokalnej sortowni pod drzwi klienta. Ten krótki odcinek potrafi jednak kosztować mniej więcej tyle, co cała wcześniejsza trasa.
Firmy kurierskie znalazły sposób, żeby jeden kurier doręczał dziennie ponad dziesięć razy więcej paczek, i to bez szybszych aut czy drogich technologii. Najpewniej mijasz to rozwiązanie codziennie. Zanim jednak do niego dojdziemy, trzeba zrozumieć, gdzie właściwie znikają pieniądze.
Czym właściwie jest ostatnia mila?
Logistyka ostatniej mili (ang. last mile logistics) to końcowy etap dostawy, od lokalnej sortowni lub centrum dystrybucyjnego do odbiorcy końcowego. Nazwa jest trochę myląca, bo „mila” może oznaczać 300 metrów w centrum miasta albo 40 kilometrów w mniejszych miejscowościach. Nie chodzi o dystans, tylko o moment w procesie. Tu kończy się transport zbiorczy, a zaczyna indywidualny.
Warto rozróżnić dwa modele. W B2B ostatnia mila to zwykle dostawa pełnych palet do sklepu, hurtowni czy zakładu produkcyjnego: większe partie, awizacje i znany harmonogram. W B2C to pojedyncze paczki rozwożone do tysięcy różnych adresów. To właśnie e-commerce zrobił z ostatniej mili jedno z najtrudniejszych zagadnień w logistyce. Według danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej w 2025 roku w Polsce doręczono prawie 1,4 mld przesyłek kurierskich, o 14% więcej niż rok wcześniej. To średnio ponad 37 paczek na każdego mieszkańca.
Efekt skali działa tu w drugą stronę
W artykule o rodzajach transportu pisałem, że w transporcie obowiązuje prosta zasada: im większa partia, tym tańsza jednostka. Naczepa mieści 33 palety EUR, prowadzi ją jeden kierowca i rozładowuje się ją pod jednym adresem. Koszt przejazdu dzieli się na tysiące sztuk towaru, więc na pojedynczą sztukę produktu przypadają grosze.
Ta logika kończy się na bramie sortowni. Zawartość jednej naczepy zostaje rozbita na kilkanaście lub kilkadziesiąt tras, a każdy bus wiezie paczki do dziesiątek różnych odbiorców. Koszt kierowcy, paliwa i pojazdu nie dzieli się już na tysiące sztuk, tylko na liczbę przystanków, które kurier zrobi w ciągu dnia.
Dlatego w branży patrzy się na dwa wskaźniki. Pierwszy to koszt na przystanek (cost per drop), a drugi to gęstość doręczeń (drop density), czyli liczba paczek przypadająca na kilometr trasy lub na godzinę pracy. Stąd biorą się szacunki, że ostatnia mila pochłania 40–55% kosztów logistycznych realizacji zamówienia.
Cztery źródła kosztów ostatniej mili
1. Każda paczka to osobny przystanek
Na ostatniej mili pieniądze uciekają bardziej na postojach niż w trakcie jazdy. Kurier musi znaleźć miejsce do zaparkowania, wyjąć paczkę, zadzwonić domofonem, wejść na piętro i potwierdzić doręczenie. Wszystko to powtarza się kilkadziesiąt razy dziennie. Kurier obsługujący dostawy „do drzwi” doręcza średnio około 75 przesyłek dziennie.
Duże znaczenie ma też gęstość zabudowy. W bloku kurier zostawia kilka paczek pod jednym adresem. Na terenach wiejskich między kolejnymi przystankami są kilometry, więc koszt pojedynczego doręczenia gwałtownie rośnie.
2. Nieudane doręczenia
Klienta nie ma w domu, więc paczka wraca do sortowni, a kurier musi przyjechać drugi raz. Firma płaci za przystanek, z którego nic nie wynika. Firmy kurierskie mierzą to wskaźnikiem FTDR (first-time delivery rate), czyli odsetkiem paczek doręczonych za pierwszym razem. Każdy punkt procentowy spadku tego wskaźnika oznacza dodatkowe kursy, za które nikt nie zapłaci ekstra.
3. Korki, okna czasowe i rosnące oczekiwania
W mieście każdą trasę wydłużają korki, brak miejsc do parkowania i strefy czystego transportu. Do tego dochodzą oczekiwania klientów. Jeśli klient wybiera dostawę między 18:00 a 20:00, system planowania nie może ułożyć trasy najkrótszą drogą. Musi dopasować kolejność przystanków do okien czasowych.
Podobnie działa dostawa tego samego lub następnego dnia. Im szybciej paczka ma dotrzeć, tym mniej czasu zostaje na zebranie większej liczby przesyłek w jedną trasę. A mniej paczek w busie oznacza, że każda z nich kosztuje więcej.
4. Zwroty i szczyty sezonowe
Zwrot to w praktyce ostatnia mila w odwrotnym kierunku, z tymi samymi kosztami i problemami. W kategoriach takich jak moda czy obuwie zwroty stanowią ok 25% zamówień. Czyli wraca prawie co czwarta paczka, a jej obsługa bywa droższa niż sama wysyłka.
Do tego dochodzi sezonowość. W okresie Black Friday i przed świętami dzienny wolumen paczek rośnie kilkukrotnie. Firmy muszą wtedy dołożyć pojazdy, kurierów i podwykonawców, a przez resztę roku ta dodatkowa pojemność jest niewykorzystana.
Jak firmy obniżają koszt ostatniej mili?
Skuteczne rozwiązania mają jeden wspólny mianownik. Zwiększają liczbę paczek na przystanek albo zmniejszają liczbę przystanków.
Automaty paczkowe i punkty PUDO. To rozwiązanie, które najpewniej mijasz w drodze do pracy. Kurier obsługujący automaty odwiedza w ciągu dnia 4–5 lokalizacji i zostawia w nich około 1000 przesyłek, czyli kilkanaście razy więcej niż przy dostawie do drzwi. Ostatnie kilkaset metrów pokonuje sam klient. Nie ma przy tym nieudanych doręczeń, bo automat zawsze jest „w domu”. Według danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej pod koniec 2025 roku w Polsce działało już ponad 67 tysięcy automatów paczkowych, prawie o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej.
Huby i mikrohuby bliżej odbiorcy. Im bliżej klienta kończy się transport zbiorczy, tym krótszy jest najdroższy odcinek trasy. W Poznaniu testowano mały punkt przeładunkowy w mieście: paczki przywozi tam elektryczny bus, a dalej rozwożą je rowery towarowe. We Wrocławiu podobny punkt działa w podziemnym parkingu w centrum miasta i korzysta z niego kilka firm kurierskich naraz.
Programy do planowania tras. Tak zwane systemy TMS (Transport Management System) układają trasę kuriera tak, żeby uwzględniała wagę i rozmiar paczek, godziny wybrane przez klientów oraz ładowność auta. Coraz częściej wspiera je sztuczna inteligencja (AI), która uczy się na danych z poprzednich dni, na przykład gdzie kurier długo szuka parkingu albo o której klienci zwykle są w domu.
Porządek w magazynie. O kosztach ostatniej mili często decyduje to, co dzieje się przed nią. Zamówienie spakowane po godzinie cut-off traci cały dzień. Błąd w kompletacji oznacza z kolei podwójną ostatnią milę: najpierw wraca zła paczka, potem jedzie właściwa. Więcej o tym, jak błędy magazynowe przekładają się na koszty, pisałem w artykule o 5 błędach w magazynowaniu.
Drony i roboty – przyszłość ostatniej mili?
Skoro najwięcej kosztuje czas kuriera na każdym przystanku, nasuwa się prosty pomysł: zastąpić kuriera maszyną. W niektórych miejscach to już codzienność.
Drony. Amazon rozwija usługę Prime Air, w której dron dostarcza lekką paczkę nawet w 30 minut. Do końca 2026 roku firma chce objąć nią blisko 500 miast i miasteczek w USA. W Chinach platforma Meituan jako pierwsza dostała zgodę na loty dostawcze w całym kraju, a jej drony zrealizowały już ponad 700 tysięcy zamówień. Brzmi imponująco, dopóki nie porównamy tego z resztą: Meituan realizuje około 70 milionów dostaw dziennie. Drony to więc wciąż dodatek dla małych i lekkich paczek.
Roboty. Po chodnikach niektórych europejskich miast jeżdżą sześciokołowe roboty dostawcze wielkości małej walizki. Największy operator, firma Starship, ma ponad 3000 robotów w ośmiu krajach i przekroczył 10 milionów dostaw. Rozwożą głównie zakupy i jedzenie na odległość kilku kilometrów.
W Polsce największą różnicę wciąż robi jednak zwykły automat paczkowy.
Najważniejsze wnioski
Ostatnia mila jest najdroższa nie dlatego, że jest długa, tylko dlatego, że jest rozdrobniona. Na wcześniejszych etapach towar jedzie hurtem, a na końcu zostaje podzielony na pojedyncze paczki i pojedyncze przystanki. Każdy nieudany kurs i każda pomyłka to osobny koszt.
Dlatego najlepsze rozwiązania nie polegają na szybszej jeździe, tylko na tym, żeby jeden przystanek obsłużył jak najwięcej paczek albo żeby przystanek w ogóle nie wymagał kuriera. Ten sam cel mają automaty paczkowe, małe magazyny w miastach, drony i roboty. Gdy następnym razem zobaczysz w sklepie „darmową dostawę”, pamiętaj, że ktoś za nią płaci, tylko w innym miejscu rachunku.
A Ty co wybierasz częściej: paczkomat czy kuriera pod drzwi? Daj znać w komentarzu.